"Punkt widzenia zależy od punku siedzenia", mawiają. I naprawdę coś w tym jest. Do tego czasu nie mogłam kompletnie skupić się na sprawach szkolnych, myślami pozostając wciąż w świecie własnych rozważań egzystencjalnych. Zamęczałam się po tysiąckroć powtarzanymi pytaniami, a nie znalazłszy na żadne z nich zadowalającej odpowiedzi umartwiałam się jeszcze bardziej. Wciąż mawiałam, że paranoją jest wkuwanie na pamięć matematycznych definicji i wzorów, podczas, gdy ma się tak niepoukładane w głowie. To przecież CHORE, myślałam- zajmowanie się sprawami drugorzędnymi, podczas, gdy to co dla nas najważniejsze stoi w kompletnej ruinie. Ale dzisiaj coś we mnie drgnęło i sprawiło, że spojrzałam na całokształt problemu od zupełnie nowej dla siebie strony. A gdyby tak potraktować tą drugorzędną edukację jako ucieczkę od zmartwień? Zamiast ubolewać dajmy na to nad tym, jakie to ma się dupiate zdrowie, zająć się wypracowaniem analitycznym, opisującym funkcje Mazurka Dąbrowskiego w "Panu Tadeuszu"? Zdaje się, że w pewnych momentach życia zajęcie sobie głowy naukowymi zagadnieniami jest wręcz zbawienne- skoro nie mogę wyłączyć myślenia, spróbuję przynajmniej przekierować je na inny tor.
Może coś w tym jest? Może, gdy wreszcie odpocznę od trudnych dla mnie, wałkowanych w nieskończoność tematów, po przerwie uda mi się spojrzeć na nie w zupełnie inny sposób? Może dojdę wtedy do innowacyjnych rozwiązań, a moje męczarnie nareszcie się skończą? A może w międzyczasie "wszystko ułoży się samo"? Hah, MOŻE.